Z dniem 1 marca br. ekspertem Centrum Smitha ds. Przedsiębiorczości został Lech Jeziorny.
Lech Jeziorny jest przedsiębiorcą, prowadzi działalność doradczą w zakresie projektów inwestycyjnych, wdrożeniowych oraz zarządzania podmiotami gospodarczymi.
Centrum im. Adama Smitha jest pierwszym w Polsce i Europie Środkowowschodniej, niezależnym, nie związanym z żadną instytucją polityczną, instytutem naukowo-badawczym, powołanym w formie fundacji.
Centrum założone zostało 16 września 1989 roku. Jest kontynuacją Akcji Gospodarczej powstałej 3 grudnia 1988 roku, która skupiała prominentną część ówczesnej wolnorynkowej opozycji politycznej. Zarządem Akcji Gospodarczej kierowali - Mirosław Dzielski jako prezes oraz Andrzej Machalski i Andrzej Sadowski, który stał się głównym inicjatorem i jednym z założycieli Centrum im. Adama Smitha.
sobota, 20 marca 2010
wtorek, 9 marca 2010
Financial Times - Arresting development
Redaktor Jan Cienski pisze w artykule pt. "Arresting development" o niebezpiecznej stronie prowadzenia biznesu w Polsce.
Rażąca niekompetencja urzędników podatkowych i wymiaru sprawiedliwości, jak też fakt ich bezkarności, rodzi pytanie, co polski rząd i my jako społeczeństwo zamierzamy z tym faktem zrobić, jak rozwiązać problem, by śmiało móc zaliczać się do grona państw demokratycznych, państw prawa.
FINANCIAL TIMES, Europe Tuesday March 9 2010, "Arresting devrlopment", wersja skan.
FINANCIAL TIMES, Europe Tuesday March 9 2010, "Arresting devrlopment", wersja txt.
Financial Times - dziennik brytyjski o elitarnym charakterze i międzynarodowym zasięgu, wydawany od 1888 r. w Londynie.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Urzędniczy Matrix.pl - TVP3, Kronika Krakowska, fragment
Bezkarność urzędników skarbowych objawia się tym, że są gotowi do wydawania nawet najbardziej absurdalnych decyzji, niezgodnych z prawem, logiką, inteligencją ludzką i przyzwoitością, uzasadniając, zawsze, to tym, że przecież podatnik ma prawo zażalić się na decyzję do wyższej instancji.
Zupełnie nie biorą pod uwagę faktu, że ludzie tracą dorobek życia, całe rodziny popadają w rozległe w skutkach problemy życiowe, traci społeczeństwo i skarb państwa, skąd biorą swoje wynagrodzenia.
Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest URZĘDNICZA BEZKARNOŚĆ, zawsze prowadząca do nieuctwa, nieróbstwa, bezproduktywnego zajmowania się wyłącznie własną karierą i do korupcji. Najwyższy czas z tym skończyć!
Strzeż się poborcy - WPROST
Co różni preparatora zwierząt od poborcy podatkowego? Preparator zdziera tylko skórę – dowcipkował swego czasu Mark Twain. O tym, że miał rację, na własnej skórze przekonuje się co roku kilkanaście tysięcy Polaków.
Ta ułomność naszego systemu podatkowego ma źródło nie tylko w braku przejrzystych definicji tego, co i jakiemu podatkowi ma podlegać, albo tego, co jest przychodem, a co nie. Najmocniej razi to, że urzędy skarbowe w Polsce są de facto instytucjami niezależnymi od prawa. Co więcej, same mogą to prawo dowolnie interpretować. W ciągu ostatnich sześciu lat wyprodukowały 160 tys. interpretacji, z których duża część jest z sobą sprzeczna.
Fiskus nie przejmuje się przegranymi w sądach, bo wie, że za każdy jego błąd w razie czego i tak zapłaci podatnik. Skarbówka nie ma żadnych finansowych ograniczeń w angażowaniu się w zbyt ryzykowne sprawy, a odpowiedzialność urzędników za błędy to mrzonka. Fiskus coraz chętniej wnosi skargi kasacyjne także do NSA. Sama Izba Finansowa NSA przyjęła w 2008 r. 4367 skarg, z czego aż 886 pochodziło od organów administracji publicznej.
Polskim systemem podatkowym rządzi zasada stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego: „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Na początku lat 90. urzędnicy skarbowi byli uczeni, że przedsiębiorca to złodziej. I tak polski podatnik musi wciąż udowadniać swoją niewinność, co w gąszczu skomplikowanych przepisów jest często niemożliwe – zwraca uwagę Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Liczba 100 mln zł, użyta przez autora w tekście artykułu, nie stanowi wartości realistycznie wyliczonej, przedstawia jedynie symbolicznie fakt, że niefrasobliwość, nieudolność lub zła wola bezkarnych urzędników skarbówki, czy prokuratury, stanowi poważne zagrożenie dla budżetu Skarbu Państwa, gdyż rodzi możliwość dochodzenia odszkodowań, co w konsekwencji obciąża wszystkich podatników i całe społeczeństwo. Wprowadzenie odpowiedzialności materialnej za rażące naruszenia i błędy, doprowadzi w szybkim czasie do oczyszczenia w szeregach urzędników skarbówki czy prokuratury. Słabi, nieudolni czy skorumpowani po prostu odejdą z zawodu a ci którzy zostaną będą dobrze służyć Skarbowi Państwa w interesie społecznym.
Ta ułomność naszego systemu podatkowego ma źródło nie tylko w braku przejrzystych definicji tego, co i jakiemu podatkowi ma podlegać, albo tego, co jest przychodem, a co nie. Najmocniej razi to, że urzędy skarbowe w Polsce są de facto instytucjami niezależnymi od prawa. Co więcej, same mogą to prawo dowolnie interpretować. W ciągu ostatnich sześciu lat wyprodukowały 160 tys. interpretacji, z których duża część jest z sobą sprzeczna.
Fiskus nie przejmuje się przegranymi w sądach, bo wie, że za każdy jego błąd w razie czego i tak zapłaci podatnik. Skarbówka nie ma żadnych finansowych ograniczeń w angażowaniu się w zbyt ryzykowne sprawy, a odpowiedzialność urzędników za błędy to mrzonka. Fiskus coraz chętniej wnosi skargi kasacyjne także do NSA. Sama Izba Finansowa NSA przyjęła w 2008 r. 4367 skarg, z czego aż 886 pochodziło od organów administracji publicznej.
Polskim systemem podatkowym rządzi zasada stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego: „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Na początku lat 90. urzędnicy skarbowi byli uczeni, że przedsiębiorca to złodziej. I tak polski podatnik musi wciąż udowadniać swoją niewinność, co w gąszczu skomplikowanych przepisów jest często niemożliwe – zwraca uwagę Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Liczba 100 mln zł, użyta przez autora w tekście artykułu, nie stanowi wartości realistycznie wyliczonej, przedstawia jedynie symbolicznie fakt, że niefrasobliwość, nieudolność lub zła wola bezkarnych urzędników skarbówki, czy prokuratury, stanowi poważne zagrożenie dla budżetu Skarbu Państwa, gdyż rodzi możliwość dochodzenia odszkodowań, co w konsekwencji obciąża wszystkich podatników i całe społeczeństwo. Wprowadzenie odpowiedzialności materialnej za rażące naruszenia i błędy, doprowadzi w szybkim czasie do oczyszczenia w szeregach urzędników skarbówki czy prokuratury. Słabi, nieudolni czy skorumpowani po prostu odejdą z zawodu a ci którzy zostaną będą dobrze służyć Skarbowi Państwa w interesie społecznym.
Wprost, Numer: 9/2010 (1413)
"Strzeż się poborcy", red. Sebastiam Stodolak, współpraca Sandra Samos
piątek, 19 lutego 2010
Gazeta Krakowska, Polska The Times - "Prześwietlenie"
Redaktor Marta Paluch dziennikarka Gazety Krakowskiej, opisuje bulwersującą historię, upadek Krakowskich Zakładów Mięsnych wskutek skandalicznych nieprawidłowości w działaniach Prokuratury Okręgowej w Krakowie, a konkretnie prok. Andrzeja Kwaśniewskiego, który na tym skandalu zrobił osobistą karierę.
1) "NAWET KOŚCI NIE ZOSTAŁY"
Zakład mięsny Krakmeatu na Rybitwach padł po aresztowaniu jego szefów. Oskarżono ich m.in. o pranie brudnych pieniędzy. Po 7 latach sprawę umorzono. A po nowoczesnym zakładzie został szkielet - pisze Marta Paluch.
Po śledztwie w sprawie rzekomych nadużyć w zakładach mięsnych 250 osób musiało szukać nowej pracy. Co dziś zostało z fabryki na Rybitwach? - czytaj w artykule.
2) "OCZYSZCZENI PO SIEDMIU LATACH"
Jak wymiar sprawiedliwości z szanowanych krakowskich postaci - szefów Krakmeatu zrobił podejrzanych o najgorsze przestępstwa.
3) "AFERA, KTÓREJ... NIE BYŁO"
Red. Marta Paluch zapowiada - napiszemy o tym jak wyglądała wielka pseudoafera w zakładach mięsnych.
Śledztwo w sprawie zakładów mięsnych toczyło się 7 lat i zostało umorzone. Ale prowadzący je prokurator awansował.
Gazeta Krakowska, dnia 19, 20-21, 22 lutego 2010 roku
"Nawet kości nie zostały", 19-02-2001, red. Marta Paluch
"Oczyszczeni po siedmiu latach", 20/21-02-2010, red. Marta Paluch
"Afera, której... nie było", 22-02-2010, red. Marta Paluch
sobota, 13 lutego 2010
Pan prokurator ma rację, mamy w Polsce...
Zapowiedź, na pierwszej stronie, artykułu panów Wojciecha Czuchnowskiego i Jarosława Sidorowicza, pod wymownym tytułem "Bananowarepublika.pl czyli sprawa Jeziornego i Reya". W krótkim tekście autor zestawia błędy Prokuratury z dobrym samopoczuciem prokuratora Kwaśniewskiego i pyta czy to "Bananowa republika? Latynoska junta? Nie. Kraków, Polska, rok 2010".
I pisze: "Dlaczego prokuratorzy, którzy mają stać na straży interesu społecznego, ten interes sami naruszają? Dlaczego nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ciężkie błędy? Jeśli nie nastąpią radykalne zmiany w prawie o prokuraturze, na kolejny dramat nie trzeba będzie długo czekać".
Gazeta Wyborcza, dnia 13 lutego 2010.
"Pan prokurator ma rację, mamy w Polsce...", red. Wojciech Czuchnowski i Jarosław Sidorowicz.
środa, 10 lutego 2010
Z dziejów praworządności III RP
Krakowscy przedsiębiorcy: Lech Jeziorny i Paweł Rey po siedmiu latach śledztwa zostali oczyszczeni z zarzutów, które spowodowały ich osadzenie w więzieniu na blisko rok.
Krakowskie Zakłady Mięsne, których byli właścicielami, doprowadzone zostały w tym czasie do bankructwa. Tak jak i oni sami.
Siedem lat temu, w momencie aresztowania, kończyli transakcję mającą dokapitalizować i zrestrukturyzować ich zakład. Policjanci aresztujący ich nie kryli, że mieli to uniemożliwić, ich słowami, mieli zapobiec działaniu "na szkodę firmy". I rzeczywiście: firma i jej właściciele zostali zniszczeni.
Wszystko to rozgrywało się za rządów Leszka Millera, w epoce triumfalnego rozkwitu III RP. W tym samym czasie aresztowani zostali szefowie Stoczni Szczecińskiej, a także znany biznesmen Roman Kluska. To tylko najbardziej znane przykłady zjawiska, które naznaczyło wówczas polską przedsiębiorczość. Sprawy te uzyskały już identyczny finał w sądach. Nie było żadnych realnych, prawnych podstaw, aby zaszczuwać wspomnianych biznesmenów. Równocześnie polscy oligarchowie, jak np.: Jan Kulczyk czy Ryszard Krauze, mieli się coraz lepiej. Zestawienie tych zjawisk nie jest przypadkowe.
Wszyscy, którzy znali Jeziornego czy Reya, mieli poczucie, że niszczenie ich było próbą zmiażdżenia nowej, uczciwej, dynamicznej, polskiej przedsiębiorczości, która nie była wpisana w postkomunistyczne układy. Tak jak nie był w nią wpisany Kluska czy szefowie Stoczni Szczecińskiej.
Czy jest to już wyłącznie zamierzchła historia? Skandaliczną sprawę Jeziornego prowadziło w różnym czasie w sumie 20 prokuratorów. Niedługo uzyskają oni pełną, instytucjonalną niezależność. Leszka Millera i jego komando mogliśmy skreślić na kartce wyborczej. Niezależna prokuratura, tak jak niezależny sąd, będą ciążyły nad naszym życiem jeszcze długo. Pod hasłem niezawisłości wymiaru sprawiedliwości nie będziemy mieli na to żadnego wpływu. Miłościwie nam panujący mają z prokuraturą relacje wręcz doskonałe. A obywatele...
Rzeczpospolita, dnia 10 lutego 2010 roku
"Z dziejów praworządności III RP", red. Bronisław Wildstein
Siedem lat temu, w momencie aresztowania, kończyli transakcję mającą dokapitalizować i zrestrukturyzować ich zakład. Policjanci aresztujący ich nie kryli, że mieli to uniemożliwić, ich słowami, mieli zapobiec działaniu "na szkodę firmy". I rzeczywiście: firma i jej właściciele zostali zniszczeni.
skomentuj na blogu
Wszystko to rozgrywało się za rządów Leszka Millera, w epoce triumfalnego rozkwitu III RP. W tym samym czasie aresztowani zostali szefowie Stoczni Szczecińskiej, a także znany biznesmen Roman Kluska. To tylko najbardziej znane przykłady zjawiska, które naznaczyło wówczas polską przedsiębiorczość. Sprawy te uzyskały już identyczny finał w sądach. Nie było żadnych realnych, prawnych podstaw, aby zaszczuwać wspomnianych biznesmenów. Równocześnie polscy oligarchowie, jak np.: Jan Kulczyk czy Ryszard Krauze, mieli się coraz lepiej. Zestawienie tych zjawisk nie jest przypadkowe.
Wszyscy, którzy znali Jeziornego czy Reya, mieli poczucie, że niszczenie ich było próbą zmiażdżenia nowej, uczciwej, dynamicznej, polskiej przedsiębiorczości, która nie była wpisana w postkomunistyczne układy. Tak jak nie był w nią wpisany Kluska czy szefowie Stoczni Szczecińskiej.
Czy jest to już wyłącznie zamierzchła historia? Skandaliczną sprawę Jeziornego prowadziło w różnym czasie w sumie 20 prokuratorów. Niedługo uzyskają oni pełną, instytucjonalną niezależność. Leszka Millera i jego komando mogliśmy skreślić na kartce wyborczej. Niezależna prokuratura, tak jak niezależny sąd, będą ciążyły nad naszym życiem jeszcze długo. Pod hasłem niezawisłości wymiaru sprawiedliwości nie będziemy mieli na to żadnego wpływu. Miłościwie nam panujący mają z prokuraturą relacje wręcz doskonałe. A obywatele...
Rzeczpospolita, dnia 10 lutego 2010 roku
"Z dziejów praworządności III RP", red. Bronisław Wildstein
wtorek, 9 lutego 2010
Absurdy i błędy urzędnicze pod sąd - TVP3, fragment
Błędy urzędnicze, zwłaszcza prokuratury i skarbówki, kosztują polskiego podatnika ogromne kwoty pieniędzy zmarnowanych, jak też nie wytworzonej wartości dodanej. Są też przyczyną tragedii ludzkich, nieszczęść całych rodzin, zależnych od ofiar urzędniczych błędów.
Najwyższy czas z tym skończyć, postawić tamę urzędniczej bezkarności. Przedsiębiorcy przedstawieni w tym materiale najwyraźniej nie zamierzają tego tak zostawić.
Trzeba im kibicować i niech każdy robi swoje, wokół siebie, to zmiany nastąpią szybciej niż się spodziewamy.
Trzeba im kibicować i niech każdy robi swoje, wokół siebie, to zmiany nastąpią szybciej niż się spodziewamy.
piątek, 5 lutego 2010
Zrealizowałem swoje marzenie
Z LECHEM JEZIORNYM, byłym współwłaścicielem Krakowskich Zakładów Mięsnych, przez 7 lat podejrzanym o działanie na ich szkodę, rozmawia Ewa Kopcik
Po 7 latach został Pan oczyszczony z zarzutów oszustwa i prania brudnych pieniędzy przy restrukturyzacji Krakowskich Zakładów Mięsnych. Czuje się Pan zwycięzcą?
- Od początku byłem spokojny o wynik postępowania w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych, bo po prostu trudno było mi sobie wyobrazić, że prokurator obroni w sądzie zarzuty, jakie mi postawił we wrześniu 2003 r. Ale równie niewyobrażalne było to, że sprawa będzie się ciągnęła aż tyle lat. Oczywiście czuję się usatysfakcjonowany, że 31 grudnia ubiegłego roku zostało jednoznacznie przesądzone, iż sprawa Krakowskich Zakładów Mięsnych nie była żadną aferą gospodarczą. W 96-stronicowym uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa, prokurator stwierdza, że zarzuty nie miały żadnego uzasadnienia, a w niektórych przypadkach - w sensie formalnoprawnym - nawet nie mogły być postawione.
- Może ktoś chciał przechwycić ten biznes?
- Mam pewne podejrzenia, ale ponieważ nie mam dowodów, nie będę o tym mówił publicznie. Żeby nie powtarzać drogi prokuratura Andrzeja Kwaśniewskiego, który najpierw sformułował oskarżenia, a potem szukał dowodów.
- Prof. Wiesław Chrzanowski, były minister sprawiedliwości, porównuje tę sprawę do afery związanej z zatrzymaniem Romana Kluski, twórcy Optimusa.
- Różnica jest taka, że pan Kluska siedział na tzw. dołku tylko 48 godzin, ja i Paweł Rey - spędziliśmy w tymczasowym areszcie prawie 9 miesięcy. Ale system zadziałał podobnie. Ktoś chciał zniszczyć polskiego przedsiębiorcę - to jest wspólny mianownik. Polski urząd, jakim jest prokuratura - powołana do przestrzegania praworządności w Polsce - zniszczyła polskich przedsiębiorców. To, co szczególnie boli, to fakt, że w tym czasie polski rząd intensywnie zabiegał o inwestycje zagraniczne i udzielał bardzo bogatym, zagranicznym koncernom pomocy ze środków publicznych. Czasem sięgała ona nawet ponad 100 mln zł. My nie dostaliśmy nawet złotówki pomocy na restrukturyzację Krakowskich Zakładów Mięsnych i przeniesienie ich do supernowoczesnego zakładu. Nikt nie docenił naszych starań, skutecznie nam natomiast przeszkadzano. Zostaliśmy aresztowani, a urzędy skarbowe obciążyły nas milionowymi domiarami podatkowymi. Po latach okazało się, że nie miały one podstaw, co potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. To bardzo boli.
Zainteresowanych odsyłam do lektury całego artykułu w którym Pani red. Ewa Kopcik zadaje wiele innych pytań na które Lech Jeziorny udziela obszernych odpowiedzi. Pytania stawiane prokuratorom, nie licząc kilku wykrętnych wyjaśnień pozostają bez odpowiedzi.
Pytania bez odpowiedzi
Jakie dowody przesądziły o aresztowaniu byłych właścicieli Krakowskich Zakładów Mięsnych, skoro po latach prokuratura stwierdziła, że nie było przestępstwa? Kto jest odpowiedzialny za upadek fabryki? Dlaczego wyjaśnienie sprawy zajęło prokuraturze aż 7 lat? Kto odpowiada za błędy urzędników?
Te pytania chcieliśmy zadać prok. Andrzejowi Kwaśniewskiemu z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, który w 2003 r. rozpoczął śledztwo, postawił podejrzanym zarzuty i wnioskował o ich aresztowanie. Nie chciał jednak z nami rozmawiać. - Nie czuję się kompetentny, aby rozmawiać na temat umorzenia tego śledztwa - usłyszeliśmy jedynie.
Dziennik Polski, dnia 5 lutego 2010 roku, Magazyn Piątek.
"Zrealizowałem swoje marzenia", red. Ewa kopcik
Po 7 latach został Pan oczyszczony z zarzutów oszustwa i prania brudnych pieniędzy przy restrukturyzacji Krakowskich Zakładów Mięsnych. Czuje się Pan zwycięzcą?
- Od początku byłem spokojny o wynik postępowania w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych, bo po prostu trudno było mi sobie wyobrazić, że prokurator obroni w sądzie zarzuty, jakie mi postawił we wrześniu 2003 r. Ale równie niewyobrażalne było to, że sprawa będzie się ciągnęła aż tyle lat. Oczywiście czuję się usatysfakcjonowany, że 31 grudnia ubiegłego roku zostało jednoznacznie przesądzone, iż sprawa Krakowskich Zakładów Mięsnych nie była żadną aferą gospodarczą. W 96-stronicowym uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa, prokurator stwierdza, że zarzuty nie miały żadnego uzasadnienia, a w niektórych przypadkach - w sensie formalnoprawnym - nawet nie mogły być postawione.
- Może ktoś chciał przechwycić ten biznes?
- Mam pewne podejrzenia, ale ponieważ nie mam dowodów, nie będę o tym mówił publicznie. Żeby nie powtarzać drogi prokuratura Andrzeja Kwaśniewskiego, który najpierw sformułował oskarżenia, a potem szukał dowodów.
- Prof. Wiesław Chrzanowski, były minister sprawiedliwości, porównuje tę sprawę do afery związanej z zatrzymaniem Romana Kluski, twórcy Optimusa.
- Różnica jest taka, że pan Kluska siedział na tzw. dołku tylko 48 godzin, ja i Paweł Rey - spędziliśmy w tymczasowym areszcie prawie 9 miesięcy. Ale system zadziałał podobnie. Ktoś chciał zniszczyć polskiego przedsiębiorcę - to jest wspólny mianownik. Polski urząd, jakim jest prokuratura - powołana do przestrzegania praworządności w Polsce - zniszczyła polskich przedsiębiorców. To, co szczególnie boli, to fakt, że w tym czasie polski rząd intensywnie zabiegał o inwestycje zagraniczne i udzielał bardzo bogatym, zagranicznym koncernom pomocy ze środków publicznych. Czasem sięgała ona nawet ponad 100 mln zł. My nie dostaliśmy nawet złotówki pomocy na restrukturyzację Krakowskich Zakładów Mięsnych i przeniesienie ich do supernowoczesnego zakładu. Nikt nie docenił naszych starań, skutecznie nam natomiast przeszkadzano. Zostaliśmy aresztowani, a urzędy skarbowe obciążyły nas milionowymi domiarami podatkowymi. Po latach okazało się, że nie miały one podstaw, co potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. To bardzo boli.
Zainteresowanych odsyłam do lektury całego artykułu w którym Pani red. Ewa Kopcik zadaje wiele innych pytań na które Lech Jeziorny udziela obszernych odpowiedzi. Pytania stawiane prokuratorom, nie licząc kilku wykrętnych wyjaśnień pozostają bez odpowiedzi.
Pytania bez odpowiedzi
Jakie dowody przesądziły o aresztowaniu byłych właścicieli Krakowskich Zakładów Mięsnych, skoro po latach prokuratura stwierdziła, że nie było przestępstwa? Kto jest odpowiedzialny za upadek fabryki? Dlaczego wyjaśnienie sprawy zajęło prokuraturze aż 7 lat? Kto odpowiada za błędy urzędników?
Te pytania chcieliśmy zadać prok. Andrzejowi Kwaśniewskiemu z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, który w 2003 r. rozpoczął śledztwo, postawił podejrzanym zarzuty i wnioskował o ich aresztowanie. Nie chciał jednak z nami rozmawiać. - Nie czuję się kompetentny, aby rozmawiać na temat umorzenia tego śledztwa - usłyszeliśmy jedynie.
Dziennik Polski, dnia 5 lutego 2010 roku, Magazyn Piątek.
"Zrealizowałem swoje marzenia", red. Ewa kopcik
piątek, 15 stycznia 2010
Kto zapłaci za pseudoaferę Krakmeatu?
Na łamach Gazety Krakowskiej red. Marta Paluch pyta głośno, kto poniesie odpowiedzialność za błędy lub celowe złe działania Prokuratury Okręgowej w Krakowie, reprezentowanej przez prok. Andrzeja Kwaśniewskiego, która doprowadziła do sytuacji w której poszkodowani przedsiębiorcy, Lech Jeziorny i Paweł Rey, mogą dochodzić ogromnych odszkodowań a prok. Kwaśniewskiemu grozi postępowanie dyscyplinarne? Pytań postawionych w tym artykule jest wiele. O odpowiedź jednak nie jest łatwo, ponieważ w Polce obowiązuje haniebna praktyka chroniąca urzędników państwowych przed konsekwencjami ich błędów czy nawet wyraźnych nadużyć uprawnień a nawet jawnego łamania prawa. Praktyka ta dotyczy głównie urzędników prokuratury i aparatu fiskalnego.
Moim zdaniem nieodpowiedzialne działania urzędników tych urzędów są najczęstszą przyczyną upadków firm lub ich wrogich przejęć przez z góry upatrzonych „inwestorów”.
Gazeta Krakowska, dnia 15 stycznia 2010 roku.
"Kto zapłaci za pseudosferę Krakmeatu?", red. Marta Paluch
środa, 13 stycznia 2010
Siedem lat śledztwa, przestępstwa nie było
To wielka afera i jeden z największych skandali w wymiarze sprawiedliwości - twierdzi prof. ChrzanowskiNie było przestępstwa - taką konkluzją zakończyło się prawie 7-letnie śledztwo w sprawie rzekomych nadużyć przy prywatyzacji Krakowskich Zakładów Mięsnych. Prof. Wiesław Chrzanowski, były minister sprawiedliwości, określa je mianem skandalu.
Obszerne, 96-stronicowe, uzasadnienie postanowienia o umorzeniu śledztwa zawiera szczegółową analizę zarzutów stawianych trójce przedsiębiorców (Lechowi Jeziornemu, Pawłowi Reyowi i Czesławowi B.) - działania na szkodę NFI Magna Polonia i zakładów mięsnych. Na podstawie opinii biegłych i zabezpieczonych dokumentów opisuje kolejne etapy restrukturyzacji przedsiębiorstwa, które doprowadziły do wybudowania nowego nowoczesnego zakładu na obrzeżach Krakowa.
Analiza kończy się stwierdzeniem: "zarzucane czyny nie mają znamion czynu zabronionego", czyli nie było przestępstwa. Prokurator dodaje też, że postępowanie nie wykazało, aby podejrzani uzyskali jakiekolwiek korzyści majątkowe z zarzucanych im czynów. - Ten dokument to dla nas moralna nagroda za wszystkie poniżenia, które spotkały nas ze strony prokuratury. Z uzasadnienia wynika, że nie było najmniejszych przesłanek do stawiania nam zarzutów w tej sprawie - mówi Lech Jeziorny.
To wielka afera i jeden z największych skandali w wymiarze sprawiedliwości, porównywalny jedynie ze sprawą Romana Kluski. Głównymi jej bohaterami nie są oskarżani przedsiębiorcy, ale organa państwowe. Powinna zakończyć się co najmniej postępowaniami dyscyplinarnymi. Nie można w demokratycznym państwie stawiać komuś zarzutów bez żadnych dowodów i przez siedem lat udawać, że nic się nie stało. W tej sprawie stosowano typowe areszty wydobywcze, licząc, że podejrzani przyznają się do winy i niczego nie trzeba będzie im udowadniać. Są też i konsekwencje gospodarcze, związane z upadkiem zakładów. To z pewnością tytuł do olbrzymich odszkodowań - mówi prof. Chrzanowski.
Afera wybuchła w 2003 r. Zaczęła się od kontroli skarbowej w krakowskim Polmozbycie. Po miesiącu naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście złożył do prokuratury doniesienie o rzekomo popełnionych przestępstwach w latach 90., przy prywatyzacji Polmozbytu i Krakowskich Zakładów Mięsnych za pośrednictwem Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. W maju prokurator przedstawił pierwsze zarzuty, we wrześniu kolejne. Z komunikatów prokuratury wynikało, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, która poprzez sieć powiązanych ze sobą spółek wyprowadzała pieniądze ze sprywatyzowanych państwowych firm.
Zarzuty przedstawiono 16 osobom, 11 z nich trafiło do aresztu, m.in. Lech Jeziorny i Paweł Rey. Ich aresztowanie wzbudziło w Krakowie sensację. To znani opozycjoniści w epoce PRL-u, a w III RP - szanowani przedsiębiorcy. Poręczenia wystawiali im m.in. Wiesław Chrzanowski, Aleksander Hall, ks. Adam Boniecki, Tadeusz Syryjczyk. Nie pomogły. Lech Jeziorny spędził w celi dla "niebezpiecznych" 9 miesięcy. Paweł Rey - podobnie.
Akt oskarżenia w sprawie Polmozbytu trafił do sądu w 2005 r. Proces trwa do dzisiaj. Wątek zakładów mięsnych wyłączono do odrębnego postępowania, by po 3 tygodniach śledztwo bezterminowo zawiesić - do czasu uzyskania opinii biegłych. Podjęto je na nowo dopiero w lutym ub.r. W tym czasie prokurator Andrzej Kwaśniewski, prowadzący śledztwo w obu sprawach, przekroczył kilka szczebli w zawodowej karierze. Z Prokuratury Rejonowej Kraków-Nowa Huta awansował do krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej. Śledztwo przejął prokurator Radosław Ledwoń, który pod koniec ub.r. je umorzył.
EWA KOPCIK
ewa.kopcik@dziennik.krakow.pl
"Siedem lat śledztwa, przestępstwa nie było", red. Ewa Kopcik.
Artykuły i wzmianki w innych mediach;
Onet.pl
Zaskakujący finał głośnego śledztwa
Interia.pl
Przestępstwo, którego nie było
Artykuły i wzmianki w innych mediach;
Onet.pl
Zaskakujący finał głośnego śledztwa
Interia.pl
Przestępstwo, którego nie było
wtorek, 5 stycznia 2010
Podejrzani oczyszczeni z zarzutów
Zgodnie z informacjami "Dziennika Polskiego" opublikowanymi przed paroma dniami, Lech Jeziorny, Paweł Rey oraz Czesław B. zostali oczyszczeni z zarzutów w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych "Krakmeat". Sprawa została umorzona po ponad 6 latach.Czyn zarzucany podejrzanym nie wyczerpywał znamion czynu zabronionego - powiedziała nam prok. Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej. - Analiza zgromadzonego materiału, w tym opinii finansowo-rachunkowej nie dała podstaw do stwierdzenia, że podejrzani działali w zorganizowanej grupie i dopuścili się prania brudnych pieniędzy. O potrzebie zakończenia trwającego od ponad 6 lat postępowania zadecydował Sąd Okręgowy w Krakowie, rozpatrujący zażalenie dwóch podejrzanych - Lecha Jeziornego i Pawła Reya na przewlekłość postępowania. We wrześniu ub. r. sąd przyznał obu skarżącym się, którzy zgodzili się na podawanie nazwisk, po 10 tys. zł odszkodowania i zobowiązał prokuraturę do zakończenia sprawy do 31 grudnia.
Aresztowanie przed ponad sześciu laty władz KZM "Krakmeat" odbiło się głośnym echem w Krakowie. Stało się to tuż po przenosinach firmy z Grzegórzek (gdzie stanęła Galeria Kazimierz) na Rybitwy. Lech Jeziorny usłyszał zarzut działania w "zorganizowanej grupie przestępczej", która miała przejmować za bezcen firmy z udziałem Skarbu Państwa. Wraz z nim do aresztu trafił przedsiębiorca Paweł Rey oraz Czesław B., naukowiec z AGH. Kierowali oni Towarzystwem Inwestycyjnym SAFRI, kontrolującym KZM.
Sprawa wyszła na jaw podczas prowadzonego przez Centralne Biuro Śledcze postępowania w sprawie krakowskiego Polmozbytu, które zakończyło się kilka lat temu aktem oskarżenia. Wyroku nie ma jednak do dziś. (STRZ)
Dziennik Polski, dnia 5 stycznia 2010 roku,
"Podejrzani oczyszczeni z zarzutów", red. Magdalena Strzebońska
Artykuły i wzmianki w innych mediach:
Gazeta Krakowska, dnia 5 stycznia 2010 roku,
"Umorzono sprawę szefów Krakowskich Zakładów Mięsnych Krakmeat", red. Marian Satała
Gazeta Wyborcza, Kraków, dnia 5 stycznia 2010 roku,
"Wyrok w słynnej sprawie: przestępstwa nie było", red. Dominika Maciejasz.
Gazeta Wyborcza, dnia 5 stycznia 2010 roku,
"Umorzenie śledztwa ws. Krakowskich Zakładów Mięsnych", źródło PAP.
Rzeczpospolita, dnia 4 stycznia 2010 roku,
"Sprawa Krakmeatu umorzona", źródło PAP.
WP.pl, dnia 4 stycznia 2010 roku,
"Po 6 latach umorzono śledztwo ws. zakładów Krakmeat", (PP), źródło PAP
Onet.pl, dnia 4 stycznia 2010 roku,
"Umorzono śledztwo ws. Krakowskich Zakładów Mięsnych", źródło PAP.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Sledztwo w sprawie Krakmeatu umorzone - TVP3, Kronika Krakowska, fragment
Po ponad 6 latach Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła śledztwo, prowadzone przeciwko Lechowi Jeziornemu, Pawłowi Reyow i Czesławowi B., w sprawie nieprawidłowości przy restrukturyzacji Zakładów mięsnych w Krakowie S.A.
Managerowie są oczyszczeni z zarzutów, ale jednego z najstarszych zakładów mięsnych w Polsce już nie ma. Nie ma również winnych, choć koronny w tym udział należy przypisać prok. Andrzejowi Kwaśniewskiemu, który na tej i temu podobnych sprawach zrobił błyskawiczną karierę aż do szczebla Prokuratury Apelacyjnej.
Ciekawe czy konsekwencje niejednoznacznych zachowań, czy zwykłego partactwa urzędników państwowych nadal będą obciążać społeczeństwo czy wreszcie urzędnicy zaczną ponosić odpowiedzialność za swoje rażące lub umyślne błędy?
Umorzono sledztwo przeciwko byłym szefom Krakmeatu
Jak podało Radio RMF FM, Poniedziałek, 2010-01-04 16:10 (aktualizacja: 16:50)-
Prokuratura Okregowa w Krakowie umorzyła trwajace ponad szesc lat sledztwo przeciwko byłym szefom Krakowskich Zakładów Miesnych Krakmeat - ustalili reporterzy RMF FM. Aresztowanie ówczesnych władz zakładów – m.in. byłych działaczy opozycji Lecha Jeziornego i Pawła Reya – wstrzasneło przed laty Krakowem.
RMF FM, Fakty, 4-01-2010, godz. 16:00, fragment
Bardzo ważna dla tego postepowania była opinia biegłych, która uzyskalismy w ubiegłym roku. Ta opinia przełożyła sie na dalsze wykonywane czynnosci, które pozwoliły nam ocenic cały zgromadzony materiał dowodowy i wydac decyzje o umorzeniu prowadzonego sledztwa - mówi reporterowi RMF FM Markowi Balawajdrowi prokurator Bogusława Marcinkowska:
RMF FM, Fakty, wydanie 4-01-2010, godz. 16:00
Teraz podejrzani oskarżaja urzad skarbowy i prokurature o doprowadzenie firmy KZM do bankructwa. Sledczy podjeli bowiem decyzje o aresztowaniu władz Krakmeatu w momencie, gdy ważyły sie losy umowy z inwestorem, który chciał uratowac zakłady i pracujacych tam 300 osób. Rozmowy te po zatrzymaniu szefów KZM zostały zerwane. Dodatkowo Urzad Kontroli Skarbowej obciażył firme podatkami na blisko 4,2 mln złotych (po odwołaniu - na 3,45 mln), a Ministerstwo Rolnictwa cofneło 6 milionów złotych dotacji z programu SAPARD. Jeziorny i Rey po ostatniej decyzji prokuratury nie moga jeszcze spac spokojnie, bo w sadzie toczy proces w sprawie Polmozbytu, gdzie obaj zasiadaja na ławie oskar8onych.
Umorzono sledztwo przeciwko byłym szefom Krakmeatu
Prokuratura Okregowa w Krakowie umorzyła trwajace ponad szesc lat sledztwo przeciwko byłym szefom Krakowskich Zakładów Miesnych Krakmeat - ustalili reporterzy RMF FM. Aresztowanie ówczesnych władz zakładów – m.in. byłych działaczy opozycji Lecha Jeziornego i Pawła Reya – wstrzasneło przed laty Krakowem.
RMF FM, Fakty, 4-01-2010, godz. 16:00, fragment
Bardzo ważna dla tego postepowania była opinia biegłych, która uzyskalismy w ubiegłym roku. Ta opinia przełożyła sie na dalsze wykonywane czynnosci, które pozwoliły nam ocenic cały zgromadzony materiał dowodowy i wydac decyzje o umorzeniu prowadzonego sledztwa - mówi reporterowi RMF FM Markowi Balawajdrowi prokurator Bogusława Marcinkowska:
RMF FM, Fakty, wydanie 4-01-2010, godz. 16:00
Teraz podejrzani oskarżaja urzad skarbowy i prokurature o doprowadzenie firmy KZM do bankructwa. Sledczy podjeli bowiem decyzje o aresztowaniu władz Krakmeatu w momencie, gdy ważyły sie losy umowy z inwestorem, który chciał uratowac zakłady i pracujacych tam 300 osób. Rozmowy te po zatrzymaniu szefów KZM zostały zerwane. Dodatkowo Urzad Kontroli Skarbowej obciażył firme podatkami na blisko 4,2 mln złotych (po odwołaniu - na 3,45 mln), a Ministerstwo Rolnictwa cofneło 6 milionów złotych dotacji z programu SAPARD. Jeziorny i Rey po ostatniej decyzji prokuratury nie moga jeszcze spac spokojnie, bo w sadzie toczy proces w sprawie Polmozbytu, gdzie obaj zasiadaja na ławie oskar8onych.
czwartek, 31 grudnia 2009
Kto odpowie za 6 lat śledztwa w sprawie afery Krakmeatu.
Do dziś do północy Prokuratura Okręgowa w Krakowie ma zakończyć - trwające od ponad 6 lat - śledztwo przeciwko byłym szefom Krakowskich Zakładów Mięsnych Krakmeat.Prokurator może sporządzić akt oskarżenia, bądź umorzyć postępowanie. Na decyzję trzeba jednak jeszcze poczekać - powiedziała nam wczoraj Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej.
O dacie zakończenia śledztwa zdecydował we wrześniu krakowski sąd, do którego poskarżyli się dwaj podejrzani w sprawie Krakmeatu". Obaj za to, że prokuratura wydłużała postępowanie, dostali po 10 tys. odszkodowania. Wówczas też usłyszeli, że powodem tej przewlekłości był fakt, iż prokurator najpierw przedstawił im zarzuty, a potem dopiero weryfikował materiały, na podstawie których wszczęto śledztwo.
Sąd zobowiązał prokuraturę, by do końca grudnia zakończyła sprawę. "Dziennik Polski" dowiedział się nieoficjalnie, że śledztwo zostanie umorzone.
Aresztowanie przed ponad sześciu laty władz KZM Krakmeat wstrząsnęło Krakowem i odbiło się echem w całej Polsce. Doszło doń niedługo po przenosinach firmy z Grzegórzek (gdzie stanęła Galeria Kazimierz) na Rybitwy. W hucznym otwarciu nowoczesnego zakładu uczestniczyli m.in. wojewoda i prezydent miasta.
Zarzut działania w "zorganizowanej grupie przestępczej", która miała przejmować za bezcen firmy z udziałem Skarbu Państwa, usłyszał m.in. Lech Jeziorny, szef Rady Nadzorczej KZM, były działacz demokratycznej opozycji, związany z duszpasterstwem dominikanów, który w wolnej Polsce zajął się biznesem. Jego żona Anna to również znana w kraju postać. Założyła m.in. pierwszą niepubliczną szkołę po II wojnie.
Do aresztu trafił wraz z Lechem Jeziornym Paweł Rey, rzutki przedsiębiorca i filantrop o arystokratycznych korzeniach, a także Czesław B., naukowiec z AGH i menedżer. Kierowali oni Towarzystwem Inwestycyjnym SAFRI, kontrolującym KZM. Ich nazwiska wypłynęły podczas prowadzonego przez Centralne Biuro Śledcze postępowania w sprawie krakowskiego Polmozbytu.
Akt oskarżenia dotyczący Polmozbytu wpłynął do sądu latem 2005 roku, natomiast śledztwo w sprawie KZM nie zakończyło się do dziś. - Śledztwo jest zawieszone od roku. Zaszła konieczność sporządzenia opinii finansowo-księgowej. Trwa też kontrola skarbowa pod nadzorem Ministerstwa Finansów - tłumaczyła Bogusława Marcinkowska w czerwcu 2006 roku. Półtora roku później powtórzyła... to samo.
Podejrzani obwiniają urząd skarbowy (po którego kontroli wszczęto śledztwo) i prokuraturę o zniszczenie KZM, firmy o ponadstuletniej tradycji. Ich zdaniem, prokuratura nie rozumie mechanizmów gospodarczych, a przede wszystkim zasad tzw. wykupu menedżerskiego, który miał służyć naprawie firm. Prokuratura aresztowała władze KZM w krytycznym momencie finalizacji rozmów z inwestorem, który chciał uratować Krakmeat i pracę 300 osób. Rozmowy zostały zerwane. Jednocześnie Urząd Kontroli Skarbowej obciążył grupę kapitałową KZM podatkami na blisko 4,2 mln zł (po odwołaniu - na 3,45 mln), zaś za sprawą urzędnika Ministerstwa Rolnictwa zakłady straciły 6 mln zł dotacji z programu SAPARD.
Podejrzani dodają, że aresztowanie, a potem trwające latami śledztwo, zniszczyło życie im i ich bliskim. Lech Jeziorny spędził w areszcie 9 miesięcy, a od wyjścia żyje jako "wiecznie podejrzany", w zawieszeniu. Zajął się doradztwem gospodarczym, przez ponad cztery lata, decyzją prokuratury, nie wolno mu było zasiadać we władzach spółek, czyli pracować w zawodzie, z którego się dotąd utrzymywał. Prokuratura zakazała mu też opuszczania kraju i zajęła rodzinny majątek.
Od sześciu lat ćwiczymy cnotę pokory i cierpliwości. Z poczuciem, że ktoś zmarnował ten zakład i dorobek wielu ludzi - mówi Anna Jeziorna. Dodaje, że opinia biegłego jest jednoznaczna: tym "kimś" nie był na pewno jej mąż, ani nikt z "wiecznie podejrzanych". Kto zatem? - Tym właśnie powinny zająć się odpowiednie służby. My wiemy tylko, że wszystko, co nas spotkało, nie było dziełem przypadku - ucina.
W procesie Polmozbytu oskarżeni sformułowali tezę, że celem działań aparatu skarbowego i prokuratury było "przejęcie kontroli nad firmą przez inwestora związanego z urzędnikami". Chodziło nie tyle o sam Polmozbyt, co grunty warte nawet 100 mln zł. Afera KZM ma być jedynie odpryskiem tej sprawy.
A co dzieje się na terenie KZM? - Niestety, podjęta przez nas próba wynajęcia hal, nawet na magazyny, nie powiodła się i zarzuciliśmy temat - wyjaśnia Anna Salamońska-Bogucka z Krakowskiej Grupy Inwestycyjnej SA. Przejmując KZM ponad trzy lata temu, firma zapowiadała reaktywację Krakmeatu.
ZBIGNIEW BARTUŚ, MAGDALENA STRZEBOŃSKA
Dziennik Polski, dnia 31 grudnia 2009 roku,
"Kto odpowie za 6 lat śledztwa w sprawie afery Krakmeatu", red. Magdalena Strzebońska, Zbigniew Bartuś.
piątek, 18 grudnia 2009
Składają skargi i wygrywają z prokuraturą
Lech Jeziorny i Paweł Rey - od siedmiu lat podejrzani w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych - poskarżyli się na zbyt długie śledztwo i wygrali.Sąd przyznał im po 10 tys. zł odszkodowania, a dodatkowo nakazał prokuratorom, by uporali się z ich sprawą do końca roku. Bohaterowie tzw. krakowskiej afery mięsnej są nielicznymi, którzy postanowili skorzystać ze swoich praw.
Ustawa, która wprowadziła możliwość wypłaty odszkodowań za przewlekłe postępowania, weszła w życie w maju. Wcześniej było możliwe tylko skarżenie się na zbyt długi proces sądowy. Jeżeli skarga była zasadna, sąd mógł przyznać odszkodowanie do 10 tys. zł. Najczęściej jednak wypłacano kwoty minimalne - 100 albo 200 zł. Po zmianie przepisów wzrosła też do 20 tys. zł suma odszkodowania.
Ustawa, która wprowadziła możliwość wypłaty odszkodowań za przewlekłe postępowania, weszła w życie w maju. Wcześniej było możliwe tylko skarżenie się na zbyt długi proces sądowy. Jeżeli skarga była zasadna, sąd mógł przyznać odszkodowanie do 10 tys. zł. Najczęściej jednak wypłacano kwoty minimalne - 100 albo 200 zł. Po zmianie przepisów wzrosła też do 20 tys. zł suma odszkodowania.
Jednak chętnych do procesowania się z sądem i prokuraturą nie jest wielu. Od maja - na śledztwa prowadzone w Krakowskiej Prokuraturze Okręgowej i podległych jej rejonowych - poskarżyły się raptem 24 osoby. W jednej ze skarg mieszkaniec Wadowic, któremu tamtejsza prokuratura zarzuciła udaremnienie egzekucji komorniczej - domagał się 10 tys. zł odszkodowania, choć sprawa toczyła się rok. Mieszkaniec Krakowa, któremu postawiono zarzut znieważenia policjanta, poskarżył się na trwające 1,5 roku postępowanie. W skardze prosił o 20 tys. zł rekompensaty.
Niemal wszystkie skargi, które wpłynęły do sądów, zostały już rozpoznane. Te, które dotyczyły pracy prokuratorów rejonowych, w większości uznano za niezasadne. Inaczej wygląda ocena pracy śledczych z prokuratur okręgowych. Na pięć prowadzonych przez nich śledztw poskarżyło się 7 osób i tylko jednej nie przyznano odszkodowania.
Jak powiedział "Dziennikowi Polskiemu" prok. Józef Radzięta, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, sąd wytknął prokuratorom, że robią długie przerwy między czynnościami procesowymi, że zawieszają sprawy ze względu na opinie biegłych, a potem nie kontrolują wykonanej przez nich pracy albo że zbyt późno podejmują zawieszone śledztwa.
Uwagi sądu dotyczyły też zwlekania z informowaniem podejrzanych o możliwości zapoznania się z opiniami biegłych. Efekt jest taki, że trzem mieszkańcom Katowic podejrzanym w sprawie korupcyjnej sąd przyznał po 2 tysiące złotych.
Z kolei po 10 tys. zł dostali Lech Jeziorny oraz Paweł Rey, którzy na dokończenie śledztwa w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych, czekają od niemal siedmiu lat. Sąd zarzucił prokuratorowi, że w ich sprawie najpierw przedstawił zarzuty, a potem dopiero weryfikował materiały, na podstawie których wszczęto śledztwo. Na długo trwające postępowanie poskarżył się też Czesław B. podejrzany w jednym z wątków krakowskiego Polmozbytu. Otrzymał 10 tys. zł.
- W sprawach Krakowskich Zakładów Mięsnych oraz Polmozbytu sąd określił czas, w którym mają zostać wydane ostateczne decyzje. Ten termin to koniec tego roku - powiedział nam prok. Radzięta.
Wygrane przez podejrzanych sprawy pokazują, że niekiedy warto walczyć o swoje prawa. Jednak procesowanie się z prokuraturą dla wielu nie jest łatwą decyzją. Zwłaszcza że adwokaci z reguły odradzają skarżenie się na śledczych w obawie, że może to mieć wpływ na zakończenie sprawy.
Warto jednak wiedzieć, że wnosząc skargę nie ryzykujemy finansowo. Płacimy 100 zł, które potem sąd zwraca zarówno w przypadku uwzględnienia roszczeń czy też ich odrzucenia. W razie uwzględnienia skargi, odszkodowanie za przewlekłe śledztwo wypłaca prokuratura okręgowa lub apelacyjna z własnego budżetu.
MAGDALENA STRZEBOŃSKA
mstrzebo@dziennik.krakow.pl
Śledztwa się ślimaczą
W polskich prokuraturach toczą się 734 śledztwa, które trwają dłużej niż dwa lata. Zaniepokoiło to prokuratora krajowego, który do końca listopada poprosił o informacje o przedłużających się postępowaniach. Z Krakowa wysłano dokumentację dotyczącą 15 spraw, nad którymi prokuratorzy głowią się od co najmniej pięciu lat. Wśród nich są śledztwa dotyczące mafii paliwowej, wyłudzeń z Narodowego Funduszu Zdrowia, niegospodarności w Krakowskich Zakładach Mięsnych i Polskim Związku Narciarskim.
W polskich prokuraturach toczą się 734 śledztwa, które trwają dłużej niż dwa lata. Zaniepokoiło to prokuratora krajowego, który do końca listopada poprosił o informacje o przedłużających się postępowaniach. Z Krakowa wysłano dokumentację dotyczącą 15 spraw, nad którymi prokuratorzy głowią się od co najmniej pięciu lat. Wśród nich są śledztwa dotyczące mafii paliwowej, wyłudzeń z Narodowego Funduszu Zdrowia, niegospodarności w Krakowskich Zakładach Mięsnych i Polskim Związku Narciarskim.
Dziennik Polski, dnia 18 grudnia 2009 roku,
"Składają skargi i wygrywają z prokuraturą", red. Magdalena Strzebońska.
piątek, 13 listopada 2009
Państwo czai się na obywatela
Łatwość, z jaką sądy godzą się na zakładanie podsłuchów, areszty wydobywcze, przewlekłość postępowań prokuratorskich i sądowych - powodują, że nawet człowieka niewinnego czekają lata upokorzeń i szykan - pisze Aleksander Hall, niezależny publicysta.Rzuca się w oczy drastyczna nierównowaga występująca pomiędzy obywatelem a aparatem państwa wówczas, gdy jakiś segment tego aparatu uznaje obywatela za przeciwnika. Łatwość, z jaką sądy godzą się na zakładanie podsłuchów, nagminne stosowanie przewlekłych aresztów wydobywczych oraz przewlekłość postępowań prokuratorskich i sądowych powodują, że jednostka, na którą przedstawiciele państwa zagięli parol, nawet jeśli jest niewinna, skazana jest najczęściej na lata upokorzeń, szykan i życia w stresie. Najgorsze wszakże jest to, że wielokroć mamy do czynienia z sytuacjami, w których prokuratura i służby specjalne zdają się działać na zamówienie polityczne, na zamówienie jakiejś grupy interesów czy pod presją mediów, skorych do wydawania wyroków.
Przypadek Jeziorny - Rey
W Krakowie Lech Jeziorny, mój przyjaciel z RMP, odznaczony ostatnio przez prezydenta Kaczyńskiego wysokim odznaczeniem państwowym za zasługi dla Polski, od z górą sześciu lat przeżywa gehennę razem z innym opozycjonistą i więźniem z czasów PRL - Pawłem Reyem.
W okresie rządów SLD wraz z kilkunastu innymi osobami zostali oskarżeni o malwersacje na wielką skalę, działanie na szkodę własnych firm i pranie brudnych pieniędzy. W wyniku ich aresztowania do ruiny zostały doprowadzone Krakowskie Zakłady Mięsne. Po trzech latach rozpraw sądowych załamał się akt oskarżenia, a ekspertyza sporządzona przez biegłego na zlecenie prokuratury, mająca być koronnym dowodem w sprawie, została odrzucona przez sąd jako nierzetelna i stronnicza.
W wyodrębnionym do osobnego śledztwa wątku Zakładów Mięsnych zapadł już wyrok sądu apelacyjnego stwierdzający skandaliczną przewlekłość i stronniczość tego postępowania. Jest on miażdżący dla prokuratury. W swym postanowieniu sąd stwierdził: " Przyczyną długiego prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach gospodarczych jest niewłaściwa praktyka polegająca na przedstawianiu podejrzanym zarzutów, a następnie weryfikowanie przy pomocy biegłych, czy określone zachowania zostały dokonane z naruszeniem przepisów prawa bądź zasad obrotu gospodarczego. Bezspornym jest, że porządek czynności powinien być odwrotny".
Wszystko wskazuje na to, że niebawem w sprawie Jeziornego i Reya zapadnie wyrok uniewinniający. Kto jednak zwróci im straty moralne i materialne, jakich doznali w ciągu ostatnich sześciu lat w wyniku działań prokuratury, urzędu skarbowego i CBŚ? Jak na państwo prawa w Polsce takich spraw zdarza się stanowczo zbyt wiele.
Gazeta Wyborcza, dnia 13 listopada 2009 roku
czwartek, 5 listopada 2009
Prokuratura Okręgowa w Krakowie płaci kasę!
Zgodnie z postanowieniem Sądu Apelacyjnego w Krakowie i moim wezwaniem do zapłaty, praktycznie przy zachowaniu wskazanego terminu, otrzymuję przekazem pocztowym zasądzoną kwotę 10.000 zł.Oczywiscie, że te pieniądze nie załatwiają kwestii odszkodowawczych ani zadośćuczynienia za odniesione krzywdy i niesprawiedliwość, ale dają satysfakcję i nadzieję, że w końcu prawda dojdzie do głosu i choć po wielu latach ale można będzie liczyć na sprawiedliwość.
Fakt ten ma kolosalne znaczenie dla wielu ludzi, przedsiębiorców brutalnie potraktowanych przez dotychczas bezkarną mafię urzędniczą.
wtorek, 27 października 2009
Wezwanie do zapłaty
Po dwóch tygodniach od wydania postanowienia Sądu Apelacyjnego w Krakowie, skierowałem do Prokuratury Okręgowej w Krakowie wezwanie do zapłaty, okrelając termin, do siedmiu dni i sposób przekazania pieniędzy, przekazem pocztowym, na adres domowy.Chciałem dać odrobinę satysfakcji choćby listonoszowi, który od sześciu lat przynosił sterty urzędowych pism z Prokuratury, Policji, Urzędów Skarbowych.
Smak spodziewanej satysfakcji psuło poczucie niestosowności, zasądzona kwota obciąża Skarb Państwa, a nie bezpośredniego sprawcę tego stanu rzeczy, prok. Andrzeja Kwaśniewskiego, który doprowadził do tej sytuacji i powinien ponieść konsekwencje, również finansowe, swojej nieporadności i nieuczciwości wobec swojego pracodawcy.
piątek, 23 października 2009
Prokuratorzy z Krakowa pod lupą prokuratora
Śledczy będą musieli wytłumaczyć się ze stosowania wielomiesięcznych aresztów wydobywczych.Prokuratura Okręgowa w Gliwicach sprawdza, czy krakowscy prokuratorzy nie przekroczyli uprawnień. Chodzi o postępowania karne w głośnej sprawie krakowskiego Polmozbytu i Zakładów Mięsnych. W grę wchodzą tak poważne podejrzenia, jak nakłanianie świadków do składania nieprawdziwych zeznań, czy roztoczenie przez śledczych "parasola ochronnego" nad niektórymi osobami przewijającymi się w sprawie.
Sprawa została nam zlecona przez katowicką Prokuraturę Apelacyjną, która z kolei otrzymała z Prokuratury Krajowej polecenie zbadania, czy w postępowaniach w sprawie krakowskiego Polmozbytu i Zakładów Mięsnych doszło do nieprawidłowości. Śledztwo na razie toczy się "w sprawie", przesłuchujemy świadków, nikomu dotąd nie przedstawiono zarzutów - mówi prok. Michał Szułczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.
W ciągu sześciu lat prok. Andrzej Kwaśniewski, prowadzący śledztwa w sprawie nadużyć w Polmozbycie i Krakowskich Zakładach Mięsnych - przekroczył kilka szczebli w zawodowej karierze. Z Prokuratury Rejonowej Kraków-Nowa Huta awansował do krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej.
W obu zaatakowanych firmach tymczasem zaszły nieodwracalne zmiany, pierwsza upadła, druga zmieniła właściciela.
To był typowy areszt wydobywczy, w myśl zasady posiedzisz, to zmiękniesz. Niektórzy przed sądem częściowo odwołali wcześniejsze wyjaśnienia, a na pytanie o nieścisłości, odpowiadali: kontrakt z prokuratorem nie mówił o niuansach, to był układ zero jedynkowy: albo przyznanie się do winy w całości, albo nie ma układu. Areszt w naszym kraju nie jest prewencyjny, zabezpieczający interes śledztwa, ale jest elementem represyjnym. Mnie rzeczywistość więzienna nie zaskoczyła, bo byłem internowany w stanie wojennym. Ale ludźmi, którzy po raz pierwszy tam trafili, bardzo łatwo było manipulować. Podawano im nieprawdziwe fakty na temat stwierdzonych nieprawidłowości, żeby zwiększać napięcie i grozę sytuacji - mówi Lech Jeziorny, który w gliwickim śledztwie ma status pokrzywdzonego.
Krakowski Sąd Apelacyjny, który niedawno rozpatrywał skargę na przewlekłość tego śledztwa, tak ocenił działania prokuratury: "Niedopuszczalne jest, aby status osoby podejrzanej był utrzymywany w stosunku do niej przez okres wieloletni". (...) Przyczyną długiego prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach gospodarczych jest niewłaściwa praktyka polegająca na przedstawieniu podejrzanym zarzutów, a następnie weryfikowania przy pomocy biegłych, czy określone działania zostały dokonane z naruszeniem przepisów prawa, bądź zasad obrotu gospodarczego. Bezspornym jest, że porządek czynności powinien być odwrotny".
Tymczasem w Krakowskich Zakładach Mięsnych i w Polmozbycie zaszły nieodwracalne zmiany: pierwsza spółka upadła, druga zmieniła właściciela. Do upadku KZM przyczyniły się domiary podatkowe, w wysokości blisko 3,5 mln zł. W czerwcu ub. roku Naczelny Sąd Administracyjny (po 5 latach) uznał ich naliczenie za bezpodstawne.
Wojewódzki Sąd Administracyjny przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia Urzędowi Kontroli Skarbowej. Zajmowali się nią ci sami urzędnicy, którzy przed 6 laty naliczyli domiar. Efekt? Niedawno UKS wydał decyzję, podtrzymującą poprzednie stanowisko. Zażalenie w tej sprawie znowu trafiło do Izby Skarbowej.
Dziennik Polski, dnia 23 października 2009 roku,
"Prokuratorzy z Krakowa pod lupą prokuratora", red. Ewa Kopcik.
wtorek, 13 października 2009
Sąd Apelacyjny w Krakowie uwzględnia skargę!
W stosunkowo krótkim czasie od złożenia skargi, Sąd Apelacyjny w Krakowie, na posiedzeniu jawnym, uwzględnia skargę i wydaje postanowienie w którym stwierdza niczym nieuzasadnioną przewlekłość postępowania Prokuratury Okręgowej w prowadzeniu śledztwa, nakazuje podjęcie merytorycznej decyzji w terminie do końca roku, jak też zasądza kwotę 10.000 zł z budżetu prokuratury, na rzecz strony skarżącej.Polecam uważną lekturę postanowienia Sądu Apelacyjnego w Krakowie a szczególnie obszerne uzasadnienie, które moim zdaniem jest miażdżące dla prokuratury a szczególnie dla prok. Andrzeja Kwaśniewskiego, który rozpoczął to śledztwo w kwietniu 2003 roku.
Do dnia publikacji tego posta Sąd Apelacyjny wydał jednakowe postanowienia dla dwóch skarżących. Warte uwagi i odnotowania są róznice w brzmieniu uzasadnienia, postanowienia wydanego ze skargi Lecha Jeziornego. Ciekawa i pouczajaca lektura. Trzeci czeka na rozprawę wyznaczoną na dzień 19 listopada 2009 roku.
piątek, 2 października 2009
Sprawa dla reportera - "afera mięsna" ciąg dalszy...
Fragment programu, autorstwa Pani Elżbiety Jaworowicz, jest kontynuacją reportażu nadanego 29-01-09 w TVP1, w programie Sprawa dla reportera.Program piętnuje naganną praktykę Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która prowadzi postępowanie przygotowawcze, w sprawie restrukturyzacji Zakładów Mięsnych w Krakowie, ponad 6 (sześć) lat, całkowicie bez uzasadnienia i bez powodu.
Program pokazuje bezmyślność i bezkarność urzędników państwowych, którzy z tylko sobie znanych powodów najpierw doprowadzają do aresztowania ludzi, upadków przedsiębiorstw, przepadków mienia i dorobku życia, ludzkich dramatów wśród zwalnianych pracowników i ich rodzin, a dopiero później, po wielu latach pytają biegłych i rzeczoznawców, czy aby w trakcie realizacji trudnego procesu restrukturyzacji nie zostały popełnione czyny zabronione w obrocie gospodarczym.
Skandaliczna taka praktyka, będzie trwać tak długo jak długo będzie tolerowana, społecznie i przez prawo, całkowita bezkarność nieudolnych urzędników prokuratury, w tym przypadku Okręgowej w Krakowie.
Program kończy wypowiedź posła Arkadiusza Arama Rybickiego, który zaapelował do Ministra Sprawiedliwości i do Premiera Rządu RP, aby zakończył tą sześcioletnią gehennę niewinnych ludzi.
TVP1, "Sprawa dla reportera", 1 października 2009 roku, godz. 22:30.
czwartek, 3 września 2009
Skarga na przewlekłość postępowania Prokuratury Okręgowej w Krakowie
Po sześciu i pół latach od wszczęcia śledztwa postanowiłem, jako podejrzany w sprawie, złożyć skargę na niczym nieuzasadnioną przewlekłość postępowania Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Treść skargi załączam i polecam uważną lekturę.Wprawdzie skarga skierowana jest do Prokuratury Okręgowej w Krakowie ale tak naprawdę dotyczy bezmyślności i partactwa człowieka, konkretnie prok. Andrzeja Kwaśniewskiego, który na tej sprawie zrobił, w trzy lata, błyskotliwą karierę, od prokuratora rejonowego w Nowej Hucie do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.
Ciekawe, że przy tej niezwykłej karierze sekundował mu jego zwierzchnik z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, prok. Wojciech Miłoszewski, ten sam, który wsławił się bezmyślnym oskarżaniem w 2002 roku i później szkalowaniem Romana Kluski, twórcy Optimusa.
Bezkarność urzędników państwowych źródłem zła, źródłem nieuctwa, nonszalancji i wielu nieuczciwych praktyk wśród tych, którzy z urzędu mają pilnować przestrzegania prawa.
Bezkarność urzędników państwowych, prokuratury, sądownictwa i aparatu skarbowego, jest największym zagrożeniem państwa demokratycznego, państwa prawa.
Jednobrzmiące skargi zostały złożone, w niewielkich odstępach czasu, przez wszystkich trzech podejrzanych w sprawie.
sobota, 14 marca 2009
Gorzka satysfakcja Janusza Lewandowskiego
Po 12 latach sąd wydał prawomocny wyrok uniewinniający b. ministra prywatyzacji. Sędzia stwierdził, że była to porażka organów ścigania. Powiedziałbym mocniej - proces był skandalem, festiwalem niekompetencji prokuratorów.Nasze państwo jest często bezradne wobec rzeczywistych przestępców. Ale od czasu do czasu jakiś prokurator budzi się z drzemki, wychyla głowę znad sterty papierów i wskazuje palcem na potencjalną ofiarę, którą obiecuje zaprowadzić za kratki, gdyż takie jest zapotrzebowanie społeczne. "Społeczeństwo", a konkretnie niektóre media i politycy żądali ukarania tych, którzy sprzedawali "narodowe dobra". "Lewandowski wielokrotnie złamał prawo" - krzyczał z trybuny sejmowej Bogdan Pęk. "Sprzedaż po zaniżonej cenie" - ogłaszał "Ekspres Wieczorny" związany z ówczesną partią braci Kaczyńskich, Porozumieniem Centrum. Niejaki Janusz Szewczak, podający się za eksperta rozmaitych populistycznych partii, nazywał Lewandowskiego "polskim Alem Capone".
Ci obrońcy "polskich dóbr" nawet się nie zająknęli, gdy z powodu zaniechania prywatyzacji upadały firmy, a wraz z nimi szły w błoto miliardy złotych, które państwo w nie wpompowało. Prokuratorzy wiedzieli, że jest zapotrzebowanie na ściganie prywatyzacji. O przygotowaniach do procesu ministra opowiadał dziennikarzom Zbigniew Wassermann - wówczas rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Tak zaczął karierę polityczną.
Gazeta Wyborcza, z dnia 14 marca 2009 roku.
"Gorzka satysfakcja Janusza Lewandowskiego", red. Witold Gadomska
niedziela, 8 marca 2009
Krótka historia fałszywego oskarżenia
Trzeciego lutego Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok w sprawie byłych prezesów Stoczni Gdańskiej - Bogumiła Banacha i Elżbiety Dudziuk.Oboje zostali oczyszczeni z zarzutów narażenia przedsiębiorstwa na stratę 205 mln zł. Decyzja sądu jest ostateczna, lecz satysfakcja uniewinnionych prezesów gorzka.
O wyroku uniewinniającym opinia publiczna dowiedziała się z krótkich notatek zamieszczonych gdzieś na tylnych stronach kilku gazet. Gdy przed kilku laty media - praktycznie bez wyjątku - przesądzały o winie, teksty w gazetach były znacznie większe i lepiej wyeksponowane. Przez ponad pięć lat Banach i Dudziuk żyli w cieniu oskarżenia, najpierw rzucanego przez gazety i działaczy związkowych, potem przez prokuratora. Stracili realne możliwości wykonywania zawodu. Elżbieta Dudziuk, z wykształcenia projektant okrętowy i finansista, jest dziś na wcześniejszej emeryturze.
Wciąż nie jest zakończony proces - zapewne najważniejszy - Janusza Szlanty, byłego prezesa i współwłaściciela Grupy Stoczni Gdynia.
Gazeta Wyborcza, z dnia 8 marca 2009 roku.
"Krótka historia fałszywego oskarżenia", red. Witold Gadomski
piątek, 6 marca 2009
Podejrzani na sankach
Czy to prawda, że w Polsce powszechnie stosowany jest system bezzasadnego, przewlekłego aresztowania podejrzanych? Takie pytanie postawił naszemu rządowi Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Sprawa bez precedensu, bo jeszcze nigdy trybunał nie kierował do żadnego kraju pytania dotyczącego całego zagadnienia.Sądowe pomyłki coraz więcej kosztują podatników. W 2006 r. do sądów wpłynęło 577 wniosków o przyznanie rekompensat za niesłuszne skazanie, tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie. W 294 wypadkach zasądzono odszkodowania na ponad 5 mln zł, czyli średnio po 18 330 zł.
Lech Jeziorny siedział najpierw w 11–osobowej celi na „Monte”, potem kolejno w podgórskim areszcie, w Tarnowie i z powrotem w Krakowie – na Montelupich – z 12 innymi osadzonymi.
Dzieliłem celę z podejrzanymi o morderstwo i o gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Jako podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, dwa razy stawałem w Tarnowie na komisji razem z innymi „niebezpiecznymi”, która badała, czy ktoś nie czyha na nasze życie lub nie planuje nas odbić – opowiada. Mimo że gotowość poręczenia za Jeziornego deklarowało wielu szanowanych krakowian, sąd konsekwentnie odrzucał kolejne zażalenia na tymczasowy areszt.
Pierwsza decyzja o areszcie zapadła wkrótce po tym, jak przedstawiono mi zarzuty. Sędzia nie miał nawet czasu na zaznajomienie się z aktami. Obrońcy jeszcze nie miałem. Próbowałem więc sam tłumaczyć, że nie jestem aferzystą, tylko przedsiębiorcą, że moja firma mnie potrzebuje i że moment jest krytyczny, bo znaleźliśmy inwestora, który jest gotów wyłożyć pieniądze na uratowanie zakładu. Mówiłem jakieś 15 minut, ale nikt nie był zainteresowany moimi słowami. Po 20 minutach zapadła decyzja – dostałem od razu trzy miesiące aresztu. A potem kolejne 3 miesiące i jeszcze kolejne 3. Opuściłem kraty dopiero po 8,5 miesiącach. W tym czasie ani raz nie byłem już przesłuchiwany. Po wyjściu z więzienia nic się nie zmieniło, a dostęp do akt uzyskałem dopiero po zakończeniu śledztwa, czyli po blisko 2 latach od dnia zatrzymania – opowiada Jeziorny.
Dziennik Polski, z dnia 6 marca 2009 roku, Magazyn Piątek, str D4-5.
"Podejrzani na sankach". red. Elżbieta Borek, Ewa Kopcik
piątek, 27 lutego 2009
Diagnostyka zbrodni
To miała być gigantyczna afera korupcyjna. Z komunikatów prokuratury wynikało, że krakowska spółka Diagnostyka i dyrektorzy publicznych szpitali tworzyli zorganizowaną grupę przestępczą, która w całym kraju ustawiała przetargi w służbie zdrowia. Budżet państwa miał na tym tracić miliony. Minęło prawie 1,5 roku od pierwszych aresztowań: skala zarzutów zmalała, aktu oskarżenia wciąż nie ma, biegły dotąd nie wyliczył strat. Żaden z zakwestionowanych przez śledczych przetargów nie został unieważniony. Krakowska „Diagnostyka”, która miała kierować zorganizowaną grupą przestępczą, podpisuje nowe umowy i utrwala pozycję lidera na rynku badań laboratoryjnych.
Para znanych łódzkich lekarzy – Iwona i Włodzimierz Stelmachowie – twierdzi wprost, że aresztowano ich tylko po to, by przed wyborami w 2007 r. dostarczyli władzy haków. – W czasie negocjacji przed formalnym przesłuchaniem w prokuraturze usłyszałem, że w ogóle nie będzie żadnej sprawy, jeśli powiem coś na polityków – mówi Włodzimierz Stelmach.
Dziennik Polski, z dnia 27 lutego 2009 roku, Magazyn Piątek, str D4-5.
Diagnostyka zbrodni, red. Elżbieta Borek, Ewa Kopcik.
czwartek, 29 stycznia 2009
Sprawa dla reportera - "Niegospodarność w Polmozbycie"
Program red. Elżbiety Jaworowicz o skandalicznych nieprawidłowościach w krakowskiej Prokuraturze, (prok. A. Kwaśniewski), korupcyjnych wątkach w Urzędzie Skarbowym, (nacz. J. Jakielarz) i aresztach wydobywczych a wszystko po to, żeby ktoś mógł przejąc (ukraść) cudzą własność.Bezkarność urzędników prokuratury, policji i urzędów skarbowych przyczyną powszechnie panującego bezprawia i niesprawiedliwości w Polsce. Zwykły obywatel nie ma się gdzie odwołać, ponieważ jego skargę rozpatrują urzędnicy na których się skarży.
Program "Sprawa dla reportera" uznawany jest za trzecią najbardziej rozpoznawaną markę TVP oraz trzeci spośród dziesięciu ulubionych programów Polaków. Niezmiennie cieszy się wielkim zaufaniem widzów. Każdorazowo ogląda go około 4 mln. osób.
TVP1, "Sprawa dla reportera", 29 stycznia 2009 roku, godz. 21:55.
Nie sztuka oskarżyć
Afera w Polmozbycie i w Krakowskich Zakładach Mięsnych wybuchła w 2003 r. Jednak spektakularne sukcesy prokuratorów skończyły się na... przedstawieniu zarzutów.Kiedy podejrzani siedzieli w areszcie, przewodniczącym rady nadzorczej Polmozbytu został Jerzy Jakielarz, naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście, który równocześnie nadzorował kontrolę skarbową w tej spółce.
Według prof. Stanisława Sołtysińskiego, to wydarzenie bez precedensu - pisze w tym artykule red. Ewa Kopcik. Jerzy Jakielarz nie dostrzega w tym żadnej kolizji interesów. Z kasy Polmozbytu pobierał pieniądze za udział w pracach rady nadzorczej. Zapewnia, że zgodę wyraził na prośbę przedstawiciela Ministerstwa Skarbu, które miało wtedy 15% akcji Polmozbytu. Sęk w tym, że w ubiegłym roku krakowski sąd gospodarczy stwierdził, że Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, które go wybrało do rady, było bezprawne. Sąd unieważnił też podjęte wówczas uchwały.
Dziennik Polski, z dnia 29 stycznia 2009 roku, str A6.
Gra o duże pieniądze
Choć od wybuchu krakowskiej afery gospodarczej minęło już sześć lat, droga do wyroku wciąż jeszcze daleka.To skandal! - uważa prof. Stanisław Sołtysiński. Spektakularny sukces prokuratury przed sześciu laty w sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych zakończył się na samym przedstawieniu zarzutów. Wątek Polmozbytu od trzech lat bada sąd. Tymczasem w spółkach zaszły nieodwracalne zmiany: jedna upadła, druga zmieniła właściciela - pisze w tym artykule red. Ewa Kopcik w czwartkowym wydaniu Dziennika Polskiego z dnia 29 stycznia 2009 roku. Od 6 lat na walne zgromadzenia spółki nie są dopuszczani akcjonariusze.
Gra toczy się o wielkie pieniądze, bo chociaż sytuacja finansowa krakowskiego Polmozbytu nie jest imponująca, to wciąż należy do niego ponad sześciohektarowa działka przy alei Pokoju, warta około 100 mln zł. O kulisach tej bulwersującej sprawy pisaliśmy już w "Dzienniku Polskim" ("Brudne czyny", 21 listopada ub.r.). Dzisiaj poświęcony jej zostanie program "Sprawa dla reportera", o godz. 21.55 w TVP1.
Dziennik Polski, dnia 29 stycznia 2009 roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










